Czy internetowe „lajki” mają znaczenie?

Kwestia tego, jakie znaczenie mają „lajki” i inne formy wyrażania opinii w sieci jest  często traktowana ambiwalentnie. Ukuto nawet termin „kliktywizm” (clicktivism) dla tej formy płytkiego aktywizmu obywatelskiego. W Internecie łatwo znaleźć także memy w tym duchu (zob. poniżej). Kliktywizm łatwo scharakteryzować w kategoriach procesów opisywanych przez Roberta Putnama w jego głośnej książce „Bowling Alone” (dzisiejsze zaangażowanie obywatelskie w USA ma jego zdaniem powierzchowny charakter, a sektor obywatelski pozostawiony został aktywistom „sprofesjonalizowanym”).

Czy "lajk" może uratować komuś życie?

Czy „lajk” może uratować komuś życie?

Zostawiając z boku kwestię tego, czy to dobrze, czy źle, że ludzie wyrażają swoją opinię w łatwy i często anonimowy sposób za pośrednictwem Internetu, warto zwrócić uwagę na to, że informacje gromadzone w serwisach społecznościowych można potraktować jako źródło danych socjologicznych i politologicznych. Przykładu dostarcza niepewna i zmieniająca się sytuacja na Ukrainie. Losy niektórych części tego kraju decydują się na podstawie – czy może pod pretekstem – referendum. Przy takim stanie rzeczy opinia, nawet ta powierzchowna i efemeryczna, może mieć geopolityczne znaczenie. W przypadku, gdy inne formy badania opinii są trudne do przeprowadzenia, sensowną ich alternatywną staje się obserwowanie trendów w serwisach społecznościowych. Ciekawą ilustrację znajdziemy na ukraińskim blogu poświęconym wynikom tamtejszych wyborów. Na stronie http://statistika.in.ua/vk/pislyamaidan zamieszczona została interaktywna mapa, która pokazuje ilu użytkowników z określonej miejscowości „polubiło” profil „Euromajdanu” lub „Antymajdanu”.

Mapa, sporządzona przy pomocy serwisu Google, przedstawia liczbę „lajków”, które zostały w poszczególnych miejscowościach przyznane przez użytkowników bądź to profilowi „Euromajdanu” (kolor czerwony), bądź profilowi „Antymajdanu” (kolor granatowy) w serwisie VKontakte (rosyjski odpowiednik Facebooka). Biały kolor oznacza względną równowagę zwolenników i przeciwników Majdanu, natomiast odcienie pośrednie świadczą o stopniu przewagi określonej strony. We Lwowie 99% użytkowników opowiedziało się za pierwszym, z kolei w Doniecku 78% za drugim. Ukraińscy komentatorzy twierdzą, że istnieją dziś nie dwie, ale trzy Ukrainy, powołując się właśnie na fakt, że obok jednoznacznie prozachodniego Centrum i Zachodu oraz względnie prorosyjskiego Donbasu i Krymu (Wschód), istnieje umiarkowanie prozachodni Połdniowy-Wschód. Co najważniejsze  – obserwacje wywiedzione z danych portalu społecznościowego potwierdzają mapy dotyczące proporcji grup etniczno-językowych oraz wyniki badań sondażowych (np. http://zn.ua/UKRAINE/mneniya-i-vzglyady-zhiteley-yugo-vostoka-ukrainy-aprel-2014-143598_.html). Z tych ostatnich dowiadujemy się, że o ile legalność rządu Jaceniuka uznaje 57% mieszkańców obwodu mikołajewskiego, o tyle już tylko 17% donieckiego i ługańskiego. W pozostałych obwodach wygląda to tak: chersoński 50%, dniepropietrowski 48%, odeski 41%, zaporożski 35%, charkowski 33%. Wziąwszy pod uwagę wariancję „braków zdania” (od 11% do aż 25%), wyniki dosyć wyraźnie korespondują z danymi, które widać na mapie internetowych „lajków”.

Warto rozważyć co może stanąć na przeszkodzie traktowania „kliktywizmu” jako źródła danych o nastrojach społecznych. Zrobię to w kontekście trzech podstawowych kryteriów, jakie musi spełnić rzetelne badanie socjologiczne (zob. https://spoleczenstwo.pl/pliki/sondaze-ISadowski.pdf).

(1) Najpoważniejszym problemem jest autoselekcja – populacja użytkowników może się wyraźnie różnić od reszty populacji. Zazwyczaj chodzi o wiek i kategorie dotknięte cyfrowym wykluczeniem. Warto jednak zauważyć, że problem autoselekcji jest tym poważniejszy, im bardziej hermetyczna jest podnoszona kwestia i mniej popularny portal będący źródłem danych. Jeśli mamy do czynienia z portalem „masowym”, a analizowana kwestia dotyka jakoś jego wszystkich użytkowników (i mobilizuje do zajęcia stanowiska), wówczas wypaczenie związane z autoselekcją staje się mniejsze. O opiniach osób starszych i tych, które nie korzystają z Internetu możemy wnioskować na podstawie tego, jak klikają młodsi członkowie ich rodzin. Dzieje się tak zwłaszcza w sytuacji (ewidentnej na zamieszczonej mapie) dyfuzji poglądów.

(2) Wiarygodność opinii. W sytuacji, gdy opinia nie jest wyrażana anonimowo, a przede wszystkim jest ona wypowiadana wobec własnych znajomych, a nie np. ankietera, jej wiarygodność należy ocenić na nie mniejszą niż w przypadku sondażu. Skłonny jestem twierdzić, że z socjologicznego punktu widzenia deklaracje polityczne na fb są nawet bardziej znaczącą formą artykulacji, niż odpowiedź na pytania w traktowanym jako poufny wywiadzie.

(3) Interpretacja wskaźnika. Interpretacja „lajku” jest niekiedy trudniejsza niż w przypadku pytania sondażowego. Niektórzy użytkownicy VKontakte mogli „polubić” określony profil tylko po to, by śledzić informacje, które są tam zamieszczane (a więc z ciekawości, a nie jako wyraz poparcia). Często jest to wybór porównywalny z tym, którego dokonujemy kupując określoną gazetę. Choć więc można mieć pod tym względem pewne zastrzeżenia, nie stanowi to poważnego zagrożenia dla formułowanych wniosków w sytuacji, o której tu akurat mowa. Przy napiętej sytuacji politycznej wybór mediów jest silnie skorelowany z wyborem światopoglądowym.

PS. Innej interesującej ilustracji podziału na Ukrainie dostarcza mapa tzw. Leninopadu (goo.gl/UqSYQn).

Orientacje geopolityczne na Ukrainie

Ukraińska Prawda opublikowała dziś wyniki najnowszego sondażu dotyczącego geopolitycznych orientacji ukraińskiego społeczeństwa (http://www.pravda.com.ua/news/2014/04/5/7021480/). Sondaż przeprowadzono w drugiej połowie marca 2014 na próbie 1200 osób. Co ciekawe – gazeta twierdzi, że badanie objęło wszystkie regiony – w tym Krym, należy więc domniemywać, że był to sondaż telefoniczny.

Postanowiłem zilustrować wyniki za pomocą pakietu ggplot2. Załączony wykres dobitnie pokazuje jak głęboko spolaryzowane są sympatie na Ukrainie i jak skomplikowana jest w związku z tym wewnętrzna sytuacja polityczna. Globalnie odnotowany został wzrost orientacji na integrację z Unią Europejską. W sierpniu 2012 jedynie co trzeci mieszkaniec Ukrainy deklarował, że w referendum zagłosowałby za akcesją do UE, zaś obecnie odsetek ten wynosi 53% (za przystąpieniem do Unii Celnej z Rosją chciałoby głosować 28% badanych). Jak liczna była podpróbka krymska i jak wyglądałyby wyniki, gdyby ją pominąć, gazeta niestety nie informuje.

Kliknij, by powiększyć

Kliknij, by powiększyć

Zagrożenie ubóstwem a liczba dzieci

Dzieci kosztują. Wydatki związane z posiadaniem potomstwa są jednym z najczęściej wymienianych powodów świadomego odraczania rodzicielstwa lub ograniczenia liczby dzieci. Ci, którzy mają za sobą doświadczenie deprywacji snu i nieustannej troski, są już tego świadomi i ostrożniej podejmują decyzję o powiększeniu rodziny. Z prostej matematyki wynika, że dotychczasowy dochód dzielony jest na większa liczbę osób.  W konsekwencji oznacza to, że każdy członek gospodarstwa domowego dostanie mniejszy niż dotychczas „kawałek tortu”. Sam „tort” będzie też być może skromniejszy – w końcu ogólny zakres życiowych obowiązków rośnie również kosztem pracy zawodowej. Jaka liczba dzieci jest ekonomicznie bezpieczna? 

Częściowej odpowiedzi na to pytanie udzielają dane Eurostatu z 2012 roku. Poniższy wykres przestawia odsetek gospodarstw domowych zagrożonych ubóstwem w zależności od liczby posiadanych dzieci w krajach UE. Zainteresowało mnie, jak różnią się szanse wpadnięcia do tej kategorii, gdy gospodarstwo domowe składa się z dwójki osób dorosłych i jednego dziecka (turkusowy słupek), dwojga dzieci (żółty słupek) i trojga lub więcej (ciemnoszary słupek). Zgodnie z definicją Eurostatu do kategorii zagrożonej ubóstwem zaliczają się osoby osiągające 60% mediany dochodu w danym kraju po uwzględnieniu dodatków z pomocy społecznej.

plot4

 

Z danych wynika, że pierwsze dziecko w niewielkim stopniu naraża europejskie gospodarstwa domowe na pogorszenie kondycji finansowej, choć istnieją spore różnice między krajami. Najbezpieczniej mogą czuć się mieszkańcy bogatych krajach północnej Europy. Przykładowo w Danii tylko 4% gospodarstw typu 2+1 narażonych jest na ubóstwo. Podobnie w Norwegii, Holandii, czy Islandii. Posiadanie jednego dziecka staje bardziej ryzykownym „biznesem” w krajach, które mocniej odczuły kryzys gospodarczy – w Hiszpanii czy Grecji 1/5 takich rodzin zagrożona jest biedą. W Polsce problemem tym zagrożonych jest ponad 1/10 rodzin.

Decyzję o posiadaniu drugiego dziecka powinni szczególnie rozważyć mieszkańcy Włoch i Rumunii. W ich przypadku kolejne dziecko dość istotnie zwiększa ryzyko ubóstwa, odpowiednio o 44% i 45%.

Największe ryzyko popadnięcia w biedę mają jednak gospodarstwa z trojgiem i większą liczbą  dzieci. W każdym kraju rodziny wielodzietne są bardziej zagrożone marginalizacją niż rodziny 2+2. W Polsce problemem tym dotkniętych jest 36% rodzin – sporo na tle Europy. Znacznie większe ryzyko popadnięcia w ubóstwo mają jednak mieszkańcy Bułgarii czy Rumunii, gdzie dotyczy to ponad 61% gospodarstw domowych. Decyzja o posiadaniu trzeciego dziecka może zagrozić poziomowi życia również Norwegów czy Duńczyków, ale tam dotyczyć to będzie mniej niż 1/10 wielodzietnych rodzin.

Zestawienie tych odsetków ze wskaźnikiem dzietności (liczbą urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym) potwierdza też, że w krajach, gdzie rodzi się mniej dzieci, jest najwyższy odsetek rodzin zagrożonych ubóstwem. Zależność ta jest silniejsza w odniesieniu do rodzin wielodzietnych (między innymi przez dwa outliery – Rumunię i Bułgarię, które „ciągną” w górę niebieską linię regresji). Perspektywa życia w biedzie okazuje się być całkiem skutecznym środkiem antykoncepcyjnym.

dzietność

Imię dla dziewczynki

MSW udostępniło dane dotyczące najczęściej nadawanych w Polsce imion. W odróżnieniu od wcześniej publikowanych rocznych sprawozdań, obejmują one całkiem spory okres – od 1994 do 2013 roku. W Polsce był to czas głębokich przemian w polityce i gospodarce, ale jak się okazuje również w kwestii nadawanych imion dochodziło do małych rewolucji. Można domyślać się, że sprzyjało mi otwarcie na Zachód w latach 90., a potem różnego rodzaju mody napędzane przez media.

Zmiany w wyborze imion córek zachodzące w latach 90. można z grubsza wyjaśnić „efektem nowości”. Takie imiona, jak Karolina czy Paulina zyskały ogromną popularność na początku lat 90., kiedy można było je usłyszeć prawie tak samo często, jak tradycyjne Anna i Katarzyna. Był to czas kiedy częściej wybierane było również imię Paula – może od popularnej wówczas piosenkarki Pauli Abdul?

Niestety bez danych dla wcześniejszego okresu nie sposób odpowiedzieć, jak dokładnie kształtował się trend ich popularności – wiadomo jednak, że traciły ją szybko w kolejnych latach. Ania, w odróżnieniu od Katarzyny, odbiła się nieco od tej spadkowej tendencji na początku XXI wieku (podobnie w przypadku Karoliny).

w_drop

Kolejne lata to czas odkrywania nowych, niepopularnych dotychczas imion. Nieco spekulując można powiedzieć, że moda na nadawanie nietypowych imion była w tym czasie symptomem rosnącego poczucia indywidualizmu. Kapitalizm, który na dobre zaczął się w Polsce zakorzeniać w pierwszej dekadzie lat 2000. docenia przecież wyjątkowość, „znaki szczególne”, które zastępują typowe dla poprzedniej epoki ujednolicenia.

Paradoks polegał jednak na tym, że te „nowe” imiona szybko stawały się masowe. Co więcej były czasem inspirowane masowymi mediami. Było tak na przykład z Amelią. Film pod tym samym tytułem, którego premiera odbyła się w 2001 roku, zainspirował całkiem sporą część przyszłych rodziców do nazwania córki imieniem dobrodusznej Francuzki. Być może było tak również z Leną – któż nie chciałby mieć córki, która choćby trochę będzie przypominała serialową ambitną lekarkę, specjalistkę w zakresie chirurgii, pracującą w szpitalu w Leśnej Górze!? W obu przypadkach po pewnym okresie „oswojenia” popularność tych imion zmalała. Innym trendem jest powrót do tradycyjnych imion, czego ilustracją jest sukces imienia Hanna i Zofia.

up

„Cykl życia” imion nie zawsze jest tak krótki, jak w przypadku Amelii. Takie imiona jak Zuzanna, a szczególnie Julia długo utrzymywały się na fali popularności zanim zaczęły stopniowo odchodzić w cień. Popularność imienia Wiktoria wydaje się korespondować z okresem popularności Spice Girls i późniejszej ekspozycji w mediach rodziny Beckhamów.

w_julia

Warto samodzielnie poszukać w tych danych kolejnych prawidłowości.

Tutaj są wykorzystane we wpisie dane do R oraz kody do powyższych wykresów.